XIII DZIEŃ PAPIESKI
„Jan Paweł II – Papież Dialogu”
13.10.2013
Tytuł tego dnia wyjątkowo koresponduje z sytuacją współczesnego człowieka, który coraz głośniej i częściej sygnalizuje tak wiele trudności w budowaniu wzajemnych międzyludzkich relacji, we wszystkich przestrzeniach swojego funkcjonowania.
Być człowiekiem dialogu i spotkać człowieka z którym można prowadzić dialog. Zawsze cudem jest takie spotkanie.
Jan Paweł II, w całym swoim Pontyfikacie, był mistrzem w budowaniu dialogu, a więc przestrzeni na rozmowę, która prowadzi do spotkania i do twórczych myśli. On kochał człowieka, kochał spotkania i rozmowy z nim. On nigdy nie był znużony człowiekiem. Chociaż bardzo dużo pracował, to jednak dla człowieka zawsze szukał czasu i zawsze go znajdował.
Janusz Poniewierski w książce Gesty Jana Pawła II napisał: „Jan Paweł II ciągle się śpieszył i … wciąż się spóźniał. Śpieszył się: do modlitwy i do spotkań z ludźmi. Ale kiedy już się modlił albo rozmawiał z drugim człowiekiem, czas przestawał się dla niego liczyć: zwalniał, jakby chciał wydłużyć te chwile w nieskończoność. Zamienić je w wieczność”.
Taki był nasz błogosławiony Jan Paweł II. On nigdy nie lekceważył człowieka. Jaka to cudowna lekcja na nas, ludzi ciągle zabieganych, ludzi z deficytem czasu dla drugiego człowieka. Jakże mniej byłoby problemów miedzy małżonkami, między rodzeństwem, miedzy przyjaciółmi, między kolegami w pracy gdyby ludzie mieli dla siebie czas, by się spotkać i porozmawiać, by razem usiąść i w dialogu myśli i serc szukać rozwiązań.
Jan Paweł II miał czas dla każdego. Z każdym znajdował wspólny język. Dosłownie z każdym. To nie wszystkim się podobało. Nie jeden raz zwracano Mu uwagę, że nie powinien spotykać się miedzy innymi z Jaruzelskim, Arafatem, Castro… A On wszystkich podpowiadających mu bardzo uważnie słuchał, potem analizował ich wypowiedzi przez długie godziny spędzone na modlitwie i ostatecznie robił swoje: spotykał się, rozmawiał, bo w dialogu dostrzegał sens rozwiązywania wszystkich problemów człowieka. „Oczywiście, nie zamazywał win – pisze przywołany już Janusz Poniewierski – Nie udawał, że wszystko jest w porządku. Nie relatywizował zła – mówił o nim wprost i bez ogródek, pełnym głosem. Nic dziwnego, że w jego obecności ludzie czuli się czasem jak przed trybunałem. Trybunałem sumienia”.
Wzruszający jest opis spotkania z prezydentem Sudanu, kraju w którym tak bardzo dużo ludzi umiera codziennie z głodu. Jego osobisty fotograf Arturo Mari w książce „Do zobaczenia w raju” opisał to spotkanie: „Pozostali w gabinecie we trzech – Papież, prezydent i tłumacz misjonarz. Ja zrobiłem zdjęcia i chciałem wyjść, ale nie mogłem, ponieważ jeden z foteli był przystawiony do drzwi, więc chcąc nie chcąc usłyszałem słowa Papieża: „Czy pan wie prezydencie, ilu ludzi umiera w pańskim kraju? I co pan na to? Czy pan wie, co pan robi? Ile jest rodzin zabitych, zrujnowanych, osieroconych? Czy pan wie jak pan postępuje? Czy pan rozumie, co się tu dzieje? Czy pan pojmuje, że jest pan głową państwa?”. Papież nigdy nie szukał okrągłych zdań, które pozwoliłyby Mu uniknąć trudnych problemów. Prezydent, zaskoczony i zmieszany, powiedział: „Przemilczmy to, co zostało tu powiedziane, udajmy, że tego nie było”. Oby nigdy nie wydobył z siebie tych słów! Słysząc to Papież zwrócił się do misjonarza: „Przetłumacz dokładnie… Ja nie przyjechałem tutaj na wypoczynek, nie przyjechałem tu na wakacje. Przyjechałem w imię Boga, przyjechałem, żeby bronić tych wszystkich zmarłych, te wszystkie rodziny”. Pomyślałem: „Tu coś się zaraz wydarzy”. Tymczasem prezydent powtórzył swoje: „Dobrze, ale przemilczmy to wszystko”. I wtedy Papież nie wytrzymał: „Co mamy przemilczeć?! Mamy przemilczeć te wszystkie niewinne ofiary?!”. I mówił przez godzinę, i zrobiło się naprawdę gorąco. Mówił mocnym wzburzonym głosem, można się było przestraszyć nie na żarty”.
Taki był nasz błogosławiony Jan Paweł II. Gotów do każdej, nawet najtrudniejszej rozmowy, byleby ratować człowieka, rozwiązywać jego trudną, czasami bardzo bolesną sytuację. Jego dialog zawsze nacechowany był szacunkiem do drugiego człowieka i otwartością na jego poglądy.
Nigdy nie bał się rozmawiać. Podejmując dialog zawsze szukał dobra człowieka. „Pamiętam pewne wydarzenie,- wspomina przywołany już Arturo Mari - które miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. Kiedy wchodziliśmy do nuncjatury w Waszyngtonie, na wprost stała grupka gejów protestujących przeciwko Papieżowi. Ojciec Święty na początku nie rozumiał co się dzieje, więc przy wejściu spytał mnie: „Co to jest?”. „Manifestacja” – odpowiedziałem. „Kim oni są?”. „To geje Wasza Świątobliwość”. „Ilu ich jest?” „Pięciuset”. „A nas ilu jest?” – spytał i zaczął liczyć, wskazując palcem: „Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć…No więc chodźmy”. Odwrócił się na pięcie, podszedł do demonstrantów, przywitał się z nimi, zaczął rozmawiać i gwizdy zmieniły się w aplauz. Nie bał się niczego. Mówił: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, i otwierał je własnymi rękami…” .
Ojciec święty Jan Paweł II rozmawiając ze wszystkimi, nie zmieniał swoich poglądów, świata wartości, do którego święcie był przekonany, któremu był oddany do końca. Dostrzegał w świecie taką pokusę intelektu, który w imię powierzchownie pojmowanego kompromisu i chęci zachowania spokoju za wszelką cenę, był gotów zrezygnować z części depozytu wiary i przez to wyrzec się swej tożsamości. W przemówieniu do Konferencji Episkopatu Polski podkreślał z mocą: „W dialogu trzeba jasno mówić, kim ja jestem, żebym mógł rozmawiać z kimś drugim, który jest inny. Trzeba bardzo jasno to mówić, bardzo stanowczo: kim ja jestem, kim ja chcę być i kim chcę pozostać. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dialog ów nie może być łatwy, gdy prowadzi się go ze stanowiska diametralnie przeciwnych założeń światopoglądowych, ale musi być możliwy i skuteczny, jeśli domaga się tego dobro człowieka, dobro narodu i wreszcie dobro ludzkości” (Częstochowa 1979 r.).
Świadomość tego kim się jest, świadomość własnej odpowiedzialności, to ważne elementy składowe w budowaniu dialogu, o czym wielu dzisiaj zapomina w imię poprawności politycznej, w imię szukania aprobaty, w imię awansu, budowania układów, dziwnych znajomości.
Dziękujmy dziś Bogu za ten fragment kolejnej wielkiej karty z życia błogosławionego Jana Pawła II i prośmy Go, aby umacniał nas w podejmowaniu dialogu z każdym człowiekiem, nie zawsze bliskim naszym przekonaniom, naszym wartościom, naszym sercom, byśmy nigdy nie zatracili siebie, a każdy, kto z nami się spotyka, niech odnajduje na nowo sens i wartość życia i godności człowieka, stworzonego na obraz i Boże podobieństwo, mimo wszystko.